Prawo do stypendium

Listopad 25, 2015 / 2 / Anna Sobolewska

W drugiej połowie miesiąca studenci przychodzą w ubraniach z nowej kolekcji Zary i z kubkiem ze Starbucksa w dłoni. To wtedy wypłacane są stypendia socjalne.

1.

Patrycja wniosek o przyznanie stypendium socjalnego złożyła osobiście. W siedzibie Komisji Stypendialnej Wydziału Prawa i Administracji (WPiA) Uniwersytetu Warszawskiego pojawiła się w markowych ciuchach, z torebką Michaela Korsa na ramieniu.

Wniosek przyjęła Marta. I od razu odszukała Patrycję na Facebooku.

Patrycja pracuje jako modelka. Na jej profilu można zobaczyć zdjęcia z podróży: z Hongkongu, Tokio, Kuala Lumpur. Widzimy, jak pielęgnuje opaleniznę na rajskiej plaży i nad prywatnym basenem. Popija drinki w modnych lokalach, dba o formę na siłowni. Wszystko uwiecznione najnowszym modelem iPhone’a. Są też zdjęcia prezentów od chłopaka: Ray Banów i bransoletki za ponad 1000 zł.

Natalia wniosek złożyła przez internet. Dostałaby stypendium od ręki, gdyby nie to, że Marta przypadkiem trafiła na jej nazwisko w facebookowej grupie zrzeszającej studentów Wydziału. W oczy od razu rzuciły jej się zdjęcia luksusowej willi.


– W październiku dostajemy około 250 wniosków 
– mówi Marta. – Większości wnioskodawców nie znamy, to dla nas tylko nazwiska, ale przecież studiujemy z nimi na jednym kierunku. Często już po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku rozpoznaję jakieś nazwisko w grupie prawa na Facebooku, klikam i widzę zdjęcia z nowym BMW albo z drogim zegarkiem na ręce.

W drugiej połowie miesiąca studenci przychodzą w ubraniach z nowej kolekcji Zary i z kubkiem ze Starbucksa w dłoni. To wtedy wypłacane są stypendia socjalne.

– Nie mówię, że bluzka z Zary to synonim luksusu. Dla niektórych to pewnie niska półka. Podobnie jest z kawą ze Starbucksa za 10 złotych – dla niektórych to rozrzutność, dla innych norma. 

Ktoś, kto musi przeżyć w Warszawie za 950 złotych nie kupuje bluzki za 200 złotych. Ani kawy za 10 złotych. 950 złotych to maksymalny miesięczny dochód na osobę w rodzinie, którym musi wykazać się student, żeby móc ubiegać się o stypendium socjalne. Wystarczy złotówka powyżej tej sumy i stypendium nie zostanie przyznane.

– Mój kolega musiał się utrzymać w Warszawie za 1000 zł miesięcznie. Jego mama była nauczycielką, zarabiała około 3000 złotych na rękę. Pracowała w budżetówce, więc nie mogło być mowy o żadnym ukrytym dochodzie. 

Znajomy Marty nie kwalifikował się do stypendium.

2.

Art. 179 ust. 1 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym mówi, że stypendium socjalne ma prawo otrzymywać student znajdujący się w „trudnej sytuacji materialnej”. Ustawa stanowi również, że komisja stypendialna lub odwoławcza komisja stypendialna mogą zażądać doręczenia zaświadczenia z ośrodka pomocy społecznej o sytuacji dochodowej i majątkowej studenta oraz rodziny studenta, a następnie uwzględnić to zaświadczenie przy ocenie tego, czy student rzeczywiście jest w trudnej sytuacji materialnej.

Komisja może więc zażądać od studenta przedstawienia stosownej opinii, a jeśli student tego nie zrobi, wezwać go do złożenia wyjaśnień. Niezłożenie wyjaśnień w wyznaczonym terminie skutkuje odmową przyznania stypendium socjalnego. Taką procedurę przewiduje wprowadzona w 2014 roku nowelizacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym.

W sprawach Patrycji i Natalii postąpiono jednak inaczej.*

W przypadku Patrycji, która wykazała dochód w wysokości 200 złotych miesięcznie, Komisja Stypendialna wystąpiła do Ośrodka Pomocy Społecznej z prośbą o zbadanie, jaka jest rzeczywista sytuacja materialna studentki. Ośrodek odmówił, uzasadniając odmowę tym, że Komisja nie ma żadnej podstawy prawnej, żeby domagać się wydania podobnego rodzaju opinii. Członkowie Komisji poprosili o pomoc Prodziekan ds. studenckich. Prodziekan wezwała Patrycję na rozmowę. Studentka nie przyszła.

W przypadku Natalii opinię wydano. Okazało się, że rodzice, wykazujący w swojej deklaracji podatkowej dochód w wysokości około 30 złotych miesięcznie, przepisali na córkę dom w dzielnicy willowej, z siedmioma sypianiami. Natalię również wezwano „na dywanik” do Prodziekan ds. studenckich. Wiadomo, że taka rozmowa się odbyła. Wiadomo też, że większych efektów nie przyniosła.

Ostatecznie Patrycji i Natalii stypendia przyznano.

3.

W praktyce to, czy student jest w „trudnej sytuacji materialnej”, ocenia się tylko na podstawie złożonego przez studenta kompletu dokumentów. Komisja często bywa bezradna.

Problem stanowią dochody ukrywane przed Urzędem Skarbowym. Przykładowo: rodzice studenta, prowadzący działalność gospodarczą, zaniżają swoje przychody lub zawyżają koszty. Częsta jest też sytuacja, w której jeden z rodziców pracuje na czarno, np. za granicą. Sami studenci również mają dochody, od których nie płacą podatku. Na przykład udzielają korepetycji albo hostessują na imprezach.

Czasami student już otrzymujący stypendium znajduje stałą pracę, ale nie zawiadamia o tym Komisji Stypendialnej.

Inną sprawą są korzyści majątkowe, które nie mieszczą się w pojęciu dochodu na osobę w rodzinie. Należące do tej kategorii przychody nie mogą stanowić podstawy do odrzucenia wniosku studenta o stypendium socjalne. System przyznawania stypendiów socjalnych pomija takie (coraz powszechniejsze) zjawiska, jak sponsoring. Nie uwzględnia również dochodów osób, których ustawa nie zalicza do członków rodziny studenta – na przykład partnera jednego z rodziców albo partnera samego studenta, jeśli nie pozostają ze sobą w związku małżeńskim. Albo przysłowiowego wujka z Ameryki.

Jeszcze inaczej jest w przypadku studentów z rodzin rolniczych. Rodzice prowadzący działalność rolniczą rozliczają się na podstawie oszacowanej wartości ziemi (hektar przeliczeniowy), a nie faktycznych dochodów, które z tej ziemi uzyskują. W efekcie faktyczna sytuacja studenta może być o wiele lepsza, niż to wynika z zaświadczenia wystawionego przez właściwą gminę.

Komisja musi kierować się kryterium dochodowym – jeśli wysokość dochodu na osobę w rodzinie studenta nie przekracza ustalonej sumy, stypendium powinno zostać przyznane. To, jak student rzeczywiście żyje i mieszka, gdzie spędza wakacje, jakie ubrania nosi, nie ma żadnego znaczenia. Taka jest interpretacja prawa przyjęta przez polskie sądy administracyjne.

Student albo studentka może zatem mieć sponsora i opływać w luksusy. Może mieć bogatego chłopaka albo dziewczynę. Może mieszkać w willi z basenem i jeździć BMW.

– Może nawet wygrać w totka – kwituje Marta. – Jeśli to było, powiedzmy, dwa lata temu, to stypendium i tak dostanie.

Regulamin ustalania wysokości, przyznawania i wypłacania świadczeń pomocy materialnej dla studentów Uniwersytetu Warszawskiego stwierdza, że „niezwłocznie powinny być załatwiane wnioski studentów, które mogą być rozpatrzone w oparciu o dowody przedstawione przez studenta lub w oparciu o fakty i dowody powszechnie znane komisji z urzędu, bądź możliwe do ustalenia na podstawie danych, którymi komisja rozporządza.”

– Jeśli widzę, że ktoś podjeżdża na zajęcia BMW, to moim zdaniem to są dowody powszechnie znane i powinnam wziąć je pod uwagę.

Problemem pozostaje to, w jaki sposób reagować. O to, co można zrobić w podobnych przypadkach, pytam byłego przewodniczącego Komisji Stypendialnej WPiA.

– Stypendia są przyznawane na podstawie obiektywnych kryteriów dochodowych (trzeba przedstawić naprawdę dużo dokumentów urzędowych) i choć kryteria te nie są doskonałe, a pewnie czasami wręcz zawodzą, to nie wyobrażam sobie jakichś szczególnie lepszych. Myślę, że w większości stypendia trafiły we właściwe ręce.

Zupełnie co innego słyszę od innego byłego przewodniczącego:

– Komisja stypendialna nie ma takich instrumentów prawnych jak niektóre organy pomocy społecznej. Komisje mogą sprawdzić papierki – i to im nakazuje ustawa. To absurd, że stypendia socjalne mają przydzielać nie tyle komisje stypendialne,  co w ogóle uczelnie wyższe! Powinny to robić organy pomocy społecznej, które mają odpowiednie instrumenty prawne, zasoby kadrowe, wiedzę, doświadczenie.

Nieuczciwego studenta najlepiej wziąć na przeczekanie. Prosić o doniesienie kolejnych dokumentów, zwlekać z wydaniem decyzji. Niektórzy w końcu rezygnują. Ale są tacy, którzy nie odpuszczają. Piszą maile, przychodzą na dyżury, awanturują się, skarżą znajomym. Pójdą nawet do sądu.

4.

Bez względu na to, czy wystąpią o opinię do ośrodka pomocy społecznej, zażądają jej od studenta, zgłoszą problem władzom UW, czy po prostu będą zwlekać z przyznaniem stypendium, członkowie Komisji Stypendialnej ryzykują towarzyskim ostracyzmem. Bo na UW stypendia przyznają studentom studenci.

– Student wnioskujący o stypendium rozpowiada wszystkim, że jest poszkodowany. Członek Komisji jest zawsze tym złym – tłumaczy Marta.

Marta straciła wielu znajomych tylko dlatego, że odmówiła pozytywnego rozpatrzenia ich wniosków o stypendia i zapomogi. Studenci prawa świetnie wiedzieli, że taka pomoc im się nie należy. Dziś część z nich skończyła już studia. Pracują jako prawnicy.

Ze świadczeń pomocy materialnej korzystają również sami członkowie Komisji Stypendialnej. Jako studenci mają do tego oczywiście prawo, jednak często, choć formalnie wyłączają się z podejmowania decyzji we własnej sprawie, próbują wpłynąć na kolegów:

– Kiedyś zablokowałam wniosek kolegi z Komisji, który ubiegał się o zapomogę. Nie było podstawy prawnej, żeby przyznać mu to świadczenie. Trudno mi wyobrazić sobie, żeby o tym nie wiedział. Do dziś udaje, że nie rozpoznaje mnie na ulicy.

Pytam Martę, jaki jest udział pracowników Uniwersytetu w podejmowaniu decyzji o przyznaniu stypendium.

– Kiedy już mamy listę studentów uprawnionych do przyjmowania stypendium, zanosimy ją pani z dziekanatu – odpowiada.

Decyzja o przyznaniu stypendium jest decyzją administracyjną. Członkowie Komisji rozporządzają publicznymi pieniędzmi. Za popełnione błędy mogą nie tylko stanąć przed Komisją Dyscyplinarną, zostać zawieszeni w prawach studenta, czy wydaleni z uczelni. Teoretycznie podlegają również odpowiedzialności na zasadach określonych w ustawie o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych jako „pracownicy jednostek sektora finansów publicznych lub inne osoby, którym odrębną ustawą lub na jej podstawie powierzono wykonywanie obowiązków w takiej jednostce”.

– W środku zajęć zadzwonił telefon – opowiada Marta. – Zostałam wezwana do Prodziekan, bo podczas audytu na WPiA wykryto nieprawidłowości w sposobie przyznawania stypendiów. To wtedy dowiedziałam się, co może mi grozić za popełnione błędy. Komisja Dyscyplinarna, zawieszenie w prawach studenta. Gdybym wcześniej o tym wiedziała, nigdy nie zgodziłabym się na pracę w Komisji Stypendialnej.

5.

Marta jest studentką prawa. Miała zajęcia z prawa administracyjnego i postępowania administracyjnego. Uczy się czytać regulaminy i interpretować przepisy. Ale na UW stypendia studentom przyznają nie tylko studenci prawa. Taką samą pracę wykonują studenci socjologii, filozofii i filologii klasycznej, fizyki i biologii. Bez względu na to, jak bardzo  utalentowany –  umysł ścisły czy humanista – nikt nie rodzi się ze znajomością procedury administracyjnej.

Tym ważniejsze jest, aby członkowie komisji stypendialnych byli odpowiednio przeszkoleni. Zwłaszcza, że roczny budżet, który mają do rozdysponowania, to 29 milionów złotych. W roku 2014 ponad 18 milionów z tej sumy przeznaczono właśnie na stypendia socjalne.

Wyjazd szkoleniowy dla członków komisji stypendialnych w 2013 roku miał kosztować 30 tysięcy złotych. Ostatecznie jednak finansowania nie przyznano i szkolenie się nie odbyło. Dla porównania: wyjazd szkoleniowy dla członków samorządu studentów w tym samym roku kosztował ponad 70 tysięcy złotych. W roku 2014 wyjazd szkoleniowy dla samorządowców kosztował już ponad 78 tysięcy złotych. W porównaniu z komisjami stypendialnymi, jednostki Samorządu Studentów dysponują niewielkim budżetem – w 2014 roku wyniósł on 584 400 złotych.

Kwestie te podnosiła podczas nadzwyczajnego posiedzenia Parlamentu Studentów z 26 marca 2015 Diana Zagrodzka z Instytutu Socjologii.

W odpowiedzi Maja Matuszewska, przewodnicząca Zarządu Samorządu Studentów, zwróciła się do parlamentarzystów z prośbą o nieobarczanie Zarządu błędami poprzedników.

Tyle tylko, że od tamtego czasu nie odbyło się ani jedno szkolenie wyjazdowe dla członków komisji stypendialnych.

Komisja Rewizyjna oceniająca pracę Zarządu Samorządu Studentów w kadencji 2014/2015 wydała pozytywne opinie dziesięciu spośród dwunastu komisji Zarządu. Jedną z dwóch ocenionych negatywnie była Komisja Socjalna, której przewodniczącą była Justyna Zarudzka. Sprawozdanie cząstkowe z działania Komisji Rewizyjnej stwierdza:

„Do największych minusów pracy Justyny zaliczyć można całkowity brak kontaktu Przewodniczącej Komisji Socjalnej z wydziałowymi komisjami stypendialnymi oraz domami studenta. Justyna nie podjęła żadnej inicjatywy w kierunku kontaktu z tymi podmiotami celem zbadania czy występują tam nieprawidłowości, które wymagają interwencji Zarządu. Niepokoi także brak dotychczasowych szkoleń dla Komisji Socjalnych, jak również brak bliżej określonego terminu ich przeprowadzenia (…).”

Komisja Rewizyjna zaleciła Zarządowi zwiększenie zainteresowania komisjami stypendialnymi oraz wprowadzenie harmonogramu szkoleń dla ich członków.

Sprawozdanie opublikowano 19 marca 2014 roku. Przewodnicząca Komisji Socjalnej na stanowisku pozostała do października 2015 roku. Zrezygnowała sama, z powodu podjęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze godzin.

6.

Praca w Komisji Stypendialnej wymaga czegoś więcej niż znajomości przepisów. To konieczność dokonywania wyborów, które mogą zaważyć na czyimś życiu.

Zdarzyło się, że studentka nie dostarczyła na czas dokumentu podpisanego przez ojca. Okazało się, że mężczyzna siedzi w więzieniu i dziewczyna boi się go odwiedzić. Marta mogła odmówić jej przyznania stypendium albo przymknąć oko na braki w dokumentach.

Innym razem student przyniósł komplet dokumentów z podpisami członków rodziny. Tyle tylko, że wszystkie podpisała ta sama osoba. Podpis był identyczny, o pomyłce nie mogło być mowy. Prawdopodobnie studentowi nie chciało się jechać po podpisy do rodzinnej miejscowości. Marta mogła zawiadomić władze uczelni, a nawet prokuraturę.

Najbardziej w pamięć zapadła jej sprawa studentki, która złożyła wniosek o zapomogę z powodu śmierci ojca. Regulamin mówi, że „Zapomoga jest formą doraźnej, bezzwrotnej pomocy, przyznawanej na wniosek studenta, który z przyczyn losowych przejściowo znalazł się w trudnej sytuacji materialnej.” Ojciec studentki był alkoholikiem i nie pracował. Marta nie potrafiła zdecydować, czy z powodu jego śmierci sytuacja rodziny uległa pogorszeniu, czy może – wręcz przeciwnie – polepszyła się.

– Nie wiedziałam, co zrobić. Pytałam samą siebie, dlaczego ja mam o tym decydować?  Jestem tylko studentką. Czy nie powinien tego robić ktoś mądrzejszy? – mówi Marta.

Pewnego dnia w siedzibie Komisji Stypendialnej zjawił się chłopak, po którym na pierwszy rzut oka widać było, że jest w trudnej sytuacji materialnej. Kwalifikował się do stypendium, ale tylko dlatego, że odliczył sobie od dochodu nieistniejący podatek. W innym wypadku przekraczał dopuszczalną kwotę o kilka złotych.

– Wyobraziłam sobie, że muszę przeżyć w Warszawie za niecałe 1000 złotych miesięcznie, razem z mieszkaniem i wyżywieniem. Udałam, że nie zauważyłam żadnego odliczonego podatku. Przyznaliśmy mu to stypendium.

Postać Marty powstała z połączenia kilku członków Komisji Stypendialnej Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, z którymi udało mi się porozmawiać.

Zmieniłam imiona i niektóre szczegóły dotyczące studentów pobierających stypendium socjalne, żeby uniemożliwić ich rozpoznanie.

Anna Sobolewska

Kontakt do autorki:  anna.sobolewska@wariograf.org

* Z rozmowy z byłym członkiem Komisji Stypendialnej Wydziału Prawa i Administracji dowiedziałam się, że właściwy sposób postępowania w sprawach budzących wątpliwości (czyli wzywanie studentów do przedstawienia opinii środowiskowej z ośrodka pomocy społecznej) wskazali członkom Komisji dopiero audytorzy. Ponieważ wynikał on ze zmian w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym, które weszły w życie 1 października 2014 roku, audyt na WPiA musiał się odbyć po tej dacie. Członkowie Komisji Stypendialnej sami jednak nie wiedzą, kto ich wtedy kontrolował.

– Kontrola była na pewno, pamiętam jak zanosiliśmy segregatory do dziekanatu. Ale nie wiem, kto ją przeprowadzał. Wszystko załatwialiśmy przez dziekanat – napisał mi jeden z nich.

– To była duża kontrola wewnętrzna. Nie tylko na prawie, również na wielu innych wydziałach. Wszędzie znaleziono jakieś nieprawidłowości. Wyniki trafiły do Pani Rektor – powiedział mi pracownik dziekanatu Wydziału Prawa i Administracji.

O audycie wspomina też protokół z nadzwyczajnego posiedzenia Parlamentu Studentów UW z 26 marca 2015 roku, poświęconego pracy Odwoławczej Komisji Stypendialnej dla Studentów.

„Magda Stachacz (Pracownik Dziekanatu Wydziału Pedagogicznego ) oznajmiła, że Wydział Pedagogiczny jest jedynym, który dostał pozytywną ocenę po audycie Państwowej Komisji Akredytacyjnej” – czytamy w protokole.

Jednak ostatnią ocenę Wydziałowi Pedagogicznemu Państwowa Komisja Akredytacyjna – obecnie Polska Komisja Akredytacyjna (PKA) – wystawiła w 2012 roku, czyli trzy lata przed nadzwyczajnym posiedzeniem Parlamentu. Wszystkie oceniane wydziały otrzymały wówczas oceny pozytywne i wyższe. Badanie pracy komisji stypendialnych stanowiło niewielką część kontroli, a jej wyniki były, poza drobnymi uwagami, pozytywne.

– W mojej wypowiedzi nie chodziło o PKA – napisała mi w mailu Magda Stachacz.

Tego, czy wypowiedź z 26 marca dotyczyła audytu wewnętrznego z 2014 roku, próbowałam się dowiedzieć w dziekanacie Wydziału Pedagogicznego. Magda Stachacz wytłumaczyła mi, że konsultowała się z Biurem Spraw Studenckich i nie może udzielać żadnych informacji – wszelkie pytania powinnam kierować do Biura Prasowego UW.

Problem polega na tym, że (przynajmniej oficjalnie) od 2012 roku żadnego audytu na Wydziale Prawa i Administracji nie było. Tak wynika z odpowiedzi, którą otrzymałam na skierowane do władz rektorskich pismo z prośbą o udostępnienie wyników kontroli przeprowadzanej na Wydziale Prawa:

“W odpowiedzi na wniosek o dostęp do informacji publicznej z 28. 10. 2015 roku, dotyczący kontroli działalności Komisji Stypendialnej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego – w oparciu o wyjaśnienie DAiKW UW – uprzejmie informuję, że Dział Audytu i Kontroli Wewnętrznej UW nie prowadził dotychczas kontroli wewnętrznej w tej sprawie.”

Komentarze: 2

  • Były członek KS WPiA UW pisze:

    Proszę przestać szkalować dobre imię członków KS WPiA UW.

  • M. pisze:

    Dobry artykuł, pokazuje dylematy związane z pracą w komisji stypendialnej — ale… nagłówek trochę tendencyjny, sugeruje, że jednak wszyscy biorą stypendia, bo mogą:/ Ale może to tylko tak personalnie odbieram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *