Czarna lista

Pół-Polki, średnio-Polacy

Styczeń 10, 2016 / 1 / Konrad Szczygieł

Ponad miesiąc temu, na facebookowej grupie studentów II roku dziennikarstwa i medioznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego, pojawił się post z listą przyjętych na specjalizację telewizyjną. Wśród 21 osób, wybranych przez komisję rekrutacyjną, były m.in. Diana z Ukrainy, Hania z Białorusi i Agata z Litwy. W komentarzach pod wpisem przeczytały, że są „średnio-polakami”, „nie takimi samymi Polakami jak >>My<<”. Zastanawiano się także, czy „za Hitlera” było „dofinansowanie comiesięczne do karty niemca?”.

[Została zachowana oryginalna pisownia przytoczonych komentarzy – przyp. red.]

1.

Do propozycji powstrzymania się od tego typu komentarzy pozostali komentujący odnieśli się z niechęcią. Pytano: „dlaczego? bawimy się w poprawność polityczną?”. Gdy jedna ze studentek określiła postawę niektórych jako „zawiść polskich studentów, nieudaczników” i opuściła grupę, padł komentarz: „tak tak, zostań w rajchu i nie wracaj. Ta wasza tolerancja prowadzi właśnie do upadku zachodniej Europy”.

Dowodzono: „Są wśród Was osoby z charyzmą, osoby, które faktycznie mają coś do zaoferowania i takie, które starają się nauczyć naszego języka skoro juz tu są. Aczkolwiek większość z Was rozmawia między sobą po rosyjsku a z nami rzadko utrzymuje jakikolwiek kontakt. Nie wmawiajcie wtedy, że nauczycie się naszego języka, skoro generalnie macie to w dupie. Na zajęciach mówicie, przepraszam ale ja słabo mówie po polsku. To ćwicz”. (13 polubień)

Głos zabrała też członkini Parlamentu Studentów UW: „XD”. (19 polubień)

Przekonywano: „Nikt z nas nie ma ilorazu inteligencji styropianu i nie mamy pretensji do ludzi, którzy się dostali, a my nie. Napisałem, że jest to wina komisji rekrutującej, która dała dupy. Niemiej jednak pisanie przez ludzi ze wschodu, że jestesmy agresywni wywołuje w moim organizmie reakcję podobną do tej która się pojawia, gdy oglądam stand up. Śmiech na Sali. Bo nie jesteśmy agresywni, tylko mamy inne zdanie. I nagle pół rocznika zaczyna nas traktować jak Żydzi Hitlera”. (6 polubień)

Ktoś z ironią zauważył, że „za Hitlera były 3 razy niższe podatki!! XD” (5 polubień). Odpowiedziano: „faktycznie, zapomniałem o tym. Obniżyć podatki, bo inaczej oskarżenia są pezpodstawne”. Ktoś inny napisał: „A dofinansowanie comiesięczne za karte niemca było? :P”.

2. 

image1-22

Diana Titor pochodzi z Ukrainy. Dostała się na specjalizację telewizyjną. Pytam, co czuła czytając te komentarze.

– Nie dotknęło mnie to tak, że chciałabym pójść i powiedzieć tym osobom, co o nich myślę. Ja po prostu nie jestem osobą, którą opisywali. Tzn. taką, która nie rozmawia po polsku, duka, wcale nie posługuje się językiem. Od niektórych nie spodziewałam się takiej reakcji – odpowiada Diana.

Hania Lapich pochodzi z Białorusi. Od kiedy dowiedziała się, że może studiować w Polsce, zapragnęła dostać się na dziennikarstwo. Została przyjęta na specjalizację TV. Co sądzi o dyskusji na Facebooku?

– Trzeba umieć milczeć. Właśnie to dziennikarz powinien potrafić. A przede wszystkim nie powinien patrzeć wąsko na sprawę. Mnie cieszy to, że studenci dziennikarstwa troszczą się o polskie media, o to, jak będziemy się realizować – to bardzo miło z ich strony. Dla mnie te komentarze to dodatkowa motywacja, żeby ćwiczyć i robić to, co chcę – tłumaczy Hania.

Agata Sadowska pochodzi z Litwy. Dla Litwinów jest Polką, dla Polaków – Litwinką. Również znalazła się na liście przyjętych na specjalizację telewizyjną. Gdy pytam o komentarze na Facebooku, oburza się.

– Nigdy wcześniej nikt mi nie powiedział, że jestem średnio-polką. Czekam, aż spotkam tych kolesi. Nie boję się powiedzieć tego, co myślę.

3.

image1-24

Agata urodziła się na Wileńszczyźnie. Jej rodzice i dziadkowie również stamtąd pochodzą.

Rodzina mojego taty pochodzi z regionu, przez który niegdyś przebiegała granica polsko-litewska; z okolic Podbrzezia, Glinciszek i Giedrojć. Wśród członków rodziny z tej strony są Sadowscy, Matłakowie i Głuchowscy. Panieńskie nazwisko babci ze strony mamy to Borkowska-Gilun. Z kolei ojciec mojej mamy urodził się pod Grodnem, a nazywał się Józef Krysztapowicz. Więc, jak widzisz, nawet nie mam innych korzeni niż polskie – śmieje się Agata.

Diana urodziła się w Ładyżynie, w obwodzie winnickim – 580 km od przejścia granicznego Dołhobyczów-Uhrynów, 900 km od Warszawy. Posiada Kartę Polaka. Dziadek Diany urodził się na Kresach. Miał 4 lata gdy trafił do Ładyżyna. Niewiele pamięta z tamtego okresu. O polskim pochodzeniu dowiedział się z opowieści matki i kilku wyblakłych, urzędowych aktów leżących w archiwum miasta Ładyżyn.

– Mój dziadek jest Polakiem, mój ojciec jest Polakiem i ja jestem Polką, chociaż w akcie urodzenia nie mam wpisanego polskiego obywatelstwa – opowiada Diana. 

Podstawą do ubiegania się o Kartę Polaka był dokument poświadczający polskie pochodzenie dziadka.

– Potrzebna była też rozmowa z konsulem, który sprawdzał, czy jestem w stanie poradzić sobie w języku polskim, czy orientuję się w polskiej kulturze, zwyczajach i świętach. Pytał mnie o tradycyjne potrawy, pierwszych królów Polski i rozbiory – wyjaśnia Diana.

Hania urodziła się w Grodnie, na Białorusi. Jej babcia też urodziła się w Grodnie, ale wtedy miasto leżało jeszcze w polskich granicach. Hania od małego śpiewa w chórze. Gdy miała 14 lat wraz z chórem występowała w Łodzi. To był jej pierwszy poważny wyjazd. Wtedy zaczęła też poważnie interesować się Polską.

Kiedy wróciłam, mama mnie zapytała: „A ty wiesz, że jesteś Polką?” – wspomina Hania. 

Z czasem chór organizował coraz więcej wyjazdów, a Hania dzięki nim poznawała coraz więcej Polaków. Zaczęła też chodzić na spotkania dla Polonii organizowane przez Polską Macierz Szkolną na Białorusi.

– Polonia prężnie działała: recytowaliśmy wiersze, jeździliśmy na polskie cmentarze. Poszłam do polskiej szkoły, zaczęłam pilnie się uczyć. Oglądałam polską telewizję, czytałam polskie artykuły, słuchałam Radia Zet. Do tego chodziłam na polskie msze. Rok przed studiami pomyślałam: czemu nie pojechać do Polski skoro mam taką możliwość? Nie podobała mi się władza na Białorusi. W Grodnie czułam się coraz mniej jak u siebie, natomiast w Polsce jak w domu.

4.

image2-26

Agata jest finalistką Olimpiady Literatury i Języka Polskiego z 2014 r.

Podczas rekrutacji na specjalizację telewizyjną przyznałam, że kiedyś bałam się mówić do kamery, a chciałabym nauczyć się mówić płynnie i bez stresu. Język polski też chciałabym podciągnąć. W Wilnie ciągle mówiłam w języku polskim. Rodzice często zwracali mi uwagę, żebym mówiła poprawnie. Panowie z komisji nie mówili, że popełniam błędy. Dopóki komuś nie powiem, że nie jestem z Polski, nikt nie zwraca na to uwagi.

Żeby dostać się na dziennikarstwo, Diana musiała przystąpić do egzaminu z języka polskiego. Zdała go śpiewająco. W czasie rozmowy rekrutacyjnej na specjalizację zapytano ją, czy nie ma bariery językowej.

Nie mam. Pytali, ile znam języków. Znam cztery: ukraiński, rosyjski, polski, angielski. Myślałam, że się nie dostanę, bo mój polski nie jest jednak najlepszy. Nie mogłam uwierzyć, kiedy zobaczyłam swoje nazwisko na liście.

Żeby dostać Kartę Polaka, 16-letnia Hania zmuszała mamę do nauki języka polskiego. Przez pół roku codziennie razem ćwiczyły. Było to konieczne, ponieważ zgodnie z ustawą o Karcie Polaka, małoletniemu przyznaje się Kartę Polaka tylko, gdy przynajmniej jeden z rodziców jest jej posiadaczem, a warunkiem uzyskania Karty jest odbycie po polsku rozmowy z konsulem. Potem Hania już sama chodziła na korepetycje. Dzień w dzień ćwiczyła polską gramatykę: mianownik, dopełniacz, celownik, biernik, narzędnik, miejscownik, wołacz.

5.

image2-28

Natalię, która też pochodzi z Grodna, Hania poznała po egzaminach w Białymstoku na tzw. zerówce. Przyjaźnią się od tamtej pory. Teraz razem studiują na dziennikarstwie. Natalia też brała udział w castingu na specjalizację TV, ale nie została przyjęta.

Żeby przystąpić do egzaminu w Białymstoku, Hania i Natalia musiały złożyć dokumenty do konsulatu, potwierdzić swoje oceny ze świadectwa dojrzałości, a więc pojechać do Mińska.  Musiały też udać się do szpitala po zaświadczenie, że nie mają zdrowotnych przeciwwskazań do podjęcia studiów.

– Musiałam przyjść o 7 rano do lekarza, żeby zapisać się na wizytę na następny czwartek na 14. W międzyczasie chodziłyśmy do swoich szkół, uczyłyśmy się do egzaminów. Wychodziłyśmy z domu wcześnie rano i wracałyśmy późnym wieczorem – wspomina Natalia. Egzaminy odbywały się w czerwcu i trwały 2 dni. Najpierw test podstawowy z języka polskiego. Potem z wiedzy o Polsce i o kulturze, z historii Polski oraz z historii dziennikarstwa. Jedno z zadań: uzupełnianie pocztu królów polskich. Na końcu był egzamin ustny.

Siostra przyjechała specjalnie, żeby mnie wspierać. Bardzo się bałam. Skoro zdawałam test humanistyczny, to myślałam, że będą pytać mnie o Nagrodę Nobla i np. Szymborską. Do tego byłam przygotowana. W akademiku, w pokoju obok mieszkała moja nauczycielka polskiego. Spytała, co tam sobie powtarzam i poleciła, żebym poczytała o reportażystach. Na egzaminie zapytali mnie, który polski reporter niedawno zmarł. Powiedziałam, że Kapuściński. „A co napisał?”, zapytali. Odpowiedziałam, że „Imperium”. Czytałam je zaraz przed egzaminami – kontynuuje Natalia.

Hania i Natalia egzaminy zdały bardzo dobrze. Jednak aby dostać się na studia, przez rok uczestniczyły w kursie przygotowawczym, tzw. zerówce.

– Dzwoniłam chyba codziennie do konsulatu, żeby zapytać gdzie się dostałam – wspomina Natalia.

Ostatecznie na rok trafiły na Uniwersytet Łódzki.

Cudzoziemcy posiadający Kartę Polaka mogą odbyć roczny kurs przygotowawczy. Na zakończenie zdają egzaminy, które decydują o przyjęciu na studia. Aby dostać się na kurs, wcześniej należy zdać egzamin ze znajomości języka i kultury polskiej. Już na tym etapie dokonuje się wyboru przyszłego kierunku studiów, dlatego Hania i Natalia podczas egzaminu ustnego rozmawiały o Ryszardzie Kapuścińskim. Zerówka nie jest obowiązkowa. Można zrezygnować z roku przygotowawczego i próbować dostać się na studia na zasadach obowiązujących Polaków. Wtedy jednak należy wykazać się znajomością języka polskiego: przedstawić Certyfikat Znajomości Języka Polskiego wydany przez Państwową Komisję Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego lub zdać egzamin organizowany przez wydział na którym chcą studiować.

Inną, bardziej wymagającą drogą na polskie uczelnie jest ubieganie się o Stypendium Rządu RP. Konsulat właściwy dla miejsca zamieszkania organizuje serię trudnych egzaminów. Nieliczni, którzy otrzymali najlepsze wyniki, przyjmowani są na studia. Jednocześnie warunkiem przystąpienia do egzaminu jest posiadanie ważnej Karty Polaka. Stypendyści Rządu RP mogą liczyć na wyższe stypendium niż studenci, którzy dostali się na uczelnię dzięki Karcie Polaka.

Agata od zawsze wiedziała, że chce studiować w Polsce. Dlatego zawalczyła o Stypendium.

Gdybym została w Wilnie, byłabym ciągle zależna od rodziców. Poza tym polskość – nigdy nie chciałam się jej wyrzekać. Pamiętam ten moment jak wróciłam po egzaminach, usiadłam na łóżku, i tak się popłakałam… tak bardzo chciałam na te studia się dostać.

Agata przechodziła tę samą, co wszyscy kandydaci, mozolną procedurę przy ubieganiu się o Kartę Polaka. Twierdzi jednak, że otrzymanie Karty Polaka nie należało do wielkich wyczynów w porównaniu z egzaminami, które zdawała ubiegając się o Stypendium Rządu RP. Tam jednym z etapów była rozmowa kwalifikacyjna z polską komisją. Oprócz wielu pytań dotyczących polskiego dziennikarstwa, Agata musiała zaprezentować swoje portfolio.

6.

image3-30

Imię, nazwisko, proszę o sobie opowiedzieć – wszystkie rozmowy kwalifikacyjne wyglądały podobnie. Każdy na prezentację miał 2-5 minut. Dopytywano o szczegóły z CV i o doświadczenie w pracy z kamerą.

Wszystkie dziewczyny mówiły, że to było dla nich stresujące, bo tam dwaj kolesie siedzieli, telewizyjne mordeczki, i próbowali nas podejść. Powiedziałam, że chcę być prezenterkąZapytali: „Ale pani rozumie, że pani kawę będzie musiała najpierw komuś nosić?”. Odpowiedziałam: „Ale kawę to ja akurat robię dobrą!” – śmieje się Agata.

– Mówiłam, że chcę być reporterką – wspomina Hania. – Właśnie byłam w trakcie przygotowywania materiału dla TVPW [Telewizja Politechniki Warszawskiej – przyp. red.]. Zapytali też, czy widzę siebie przed czy za kamerą. Podoba mi się za kamerą, choć nie wiem gdzie wypadam lepiej.

Diana powiedziała komisji, że też widzi się za kamerą: chce robić programy o tematyce społecznej.

7.

12435551_779861992157755_830066790_n

Aleksandra Gierat dostała się na specjalizację. Uważa, że obcokrajowcy faktycznie mają sporo ułatwień na studiach.

W ogóle samo studiowanie im się ułatwia poprzez stypendia między innymi. A potem takie osoby się śmieją z tych studiów, “nie wiedzą co na nich robią”. Zajmują w ten sposób miejsce Polakom, którzy rzeczywiście chcieliby się na te studia dostać – opowiada Aleksandra.

Z drugiej strony podkreśla, że jak najbardziej zna osoby ze Wschodu, które zasłużyły, aby dostać się na specjalizację.

Taki Olek z Ukrainy zna lepiej historię Polski ode mnie i korzysta jak tylko może z tych studiów i naprawdę sumiennie się uczy i świetnie mówi po polsku. Ale nie powiedziałabym tyle dobrego o wszystkich, którzy się dostali. 

Kinga Prokop też studiuje na II roku dziennikarstwa. Prowadzi audycję w Radiu Kampus, teraz chciała spróbować swoich sił przed kamerą.

Przed castingiem myślałam sobie: są lepsi ode mnie Polacy, więc będzie mi przykro, ale nie będę zdziwiona ani zła jeśli się dostaną, a ja nie. Ale jeśli będą to osoby z zagranicy to się zdenerwuję – pisze mi Kinga.

Dodaje zaraz jednak, że nie powinno się patrzeć jednowymiarowo na dyskusję pod postem z listą przyjętych.

Po pierwsze: część wyraźnie zaznaczała, że interesuje ich praca po drugiej stronie kamery, a do tego nie jest niezbędna nienaganna dykcja. Po drugie, mają jeszcze czas na pracę z logopedą i poprawę. Dyskusja pod tym postem to był jakiś dramat, bo jak słusznie ktoś zauważył, pretensje można mieć do wybierających, a nie do tych którzy się dostali. Mam wrażenie, że to był bardziej wylew żali za politykę [uczelni – przyp. red.] ogólnie niż faktyczne odnoszenie się do tej konkretnej sytuacji. 

Adrianna Szypszak również znalazła się na liście przyjętych. Też drażni ją widok osób, które na ładne oczy i litość dostają dobre stopnie u wykładowców.

I wiem, że jest kilka takich osób wśród naszych zagranicznych kolegów. Ale zdecydowanie więcej jest ich jednak wśród nas, „rodowitych” Polaków. To nie kwestia narodowości. A to, że dziewczyna z Ukrainy poszła na casting na takich samych zasadach jak reszta i się dostała, to całkowicie nie jej wina. I moje zdanie nie zmieniłoby się nawet wtedy, gdybym była poza listą. 

8.

image4-34

Kiedy rozmawiam z Natalią o jej planach na przyszłość, zasępia się.

Przyjechałam do Polski, żeby tu mieszkać i pracować. Ale po tym co przeczytałam w komentarzach na Facebooku, już tak nie myślę. Jak to możliwe, że ci, z którymi rok temu mogłam wyjść na kawę i porozmawiać o wszystkim, teraz piszą takie rzeczy? Zastanawiam się, czy nie ma wokół mnie więcej osób, które myślą tak jak komentujący – mówi prawie szeptem Natalia.

Dianę podczas rekrutacji zapytano, czy planuje wrócić na Ukrainę i pracować w tamtejszych mediach. 

– Jeśli tylko sytuacja zmieni się na lepsze, to czemu nie? 

Na razie jednak widzi swoją przyszłość w Polsce.

Lubię swoje państwo, ale z daleka. Nie chciałabym stracić młodych lat na Ukrainie przyznaje Diana.

Czasami ma jednak wrażenie, że wśród niektórych znajomych, nie tylko na studiach, jest traktowana inaczej ze względu na pochodzenie.

Hania nie myśli o powrocie na Białoruś.

Na Białorusi dziennikarze często są prześladowani. To jest niebezpieczny zawód. Ich rodziny bardzo cierpią. Nie rozumiem, jak władza może zakazywać dziennikarzom poruszania niewygodnych tematów.

9.

Vadim Makarenko urodził się w Brześciu na Białorusi. W 1991 roku zamieszkał w Polsce. Ukończył dziennikarstwo na UW. Jest jednym z czołowych dziennikarzy Gazety Wyborczej. W 2015 roku dostał prestiżową nagrodę Grand Press Digital za „stworzenie pierwszego prawdziwego serwisu z dziennikarstwem danych w Polsce: BIQdata.pl”. Wiem o tym wszystkim od Hani. Spotkała kiedyś Vadima na konferencji dla młodych dziennikarzy z Białorusi.

Byłam zaskoczona, że udało mu się zrobić w Polsce karierę. Od tamtej pory szukam w stopkach redakcyjnych i w napisach końcowych telewizyjnych programów nazwisk ze Wschodu. Kiedy je znajduję, uśmiecham się do siebie bo wierzę, że mi też się uda – opowiada Hania.

Konrad Szczygieł

Kontakt do autora: konrad.szczygiel@wariograf.org

Komentarze: 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *